O jednej takiej, co wędrowała z listonoszką

O jednej takiej, co wędrowała z listonoszką

Któregoś razu postanowiłam zostawić wszystko i ruszyć przed siebie. Spakowałam parę najpotrzebniejszych przedmiotów, podlałam kwiaty, mając nadzieję, że jakoś sobie poradzą lub ktoś inny się nimi zaopiekuje, zostawiłam klucz do mieszkania sąsiadom i ruszyłam na dworzec. Na miejscu kupiłam sobie mocną kawę i wciąż walcząc z sumieniem, czy to pewno dobra decyzja, otworzyłam książkę. Zatopiłam się w lekturze na dobre czterdzieści minut, a gdy byłam już pewna, że dobrze postąpiłam, wsiadłam do pociągu.

Przygoda w pociągu

Nie spojrzałam dokąd jedzie, nie kupiłam biletu. Jechaliśmy, ja i moi współpasażerowie, całą noc, aż przywitał nas czerwony świt na tle gór. Nie były to jednak moje góry. Były zupełnie obce, mówiły do mnie nieznanym mi językiem i kusiły. Odwróciłam od nich wzrok i skupiłam się na rozmowie z miłym panem w kapeluszu, który siedział naprzeciwko. Nie udało nam się jednak porozmawiać długo, ponieważ wagonem szarpnęło z wielką siłą, w wyniku czego spadły na nas bagaże. Powstało ogromne zamieszanie. Po chwili zjawił się konduktor, pytając czy wszyscy są cali i informując nas o nieprzewidzianej awarii trakcji, która powinna zostać naprawiona w ciągu niespełna godziny. Zasnęłam, znów wpatrzona w bezmiar ośnieżonych szczytów.

Niespodziewana zmiana planów

Gdy pociąg na znów ruszył, dostaliśmy darmową herbatę i butelkowaną wodę, w ramach przeprosin linii kolejowych. Nagle zorientowałam się, że czegoś mi brakuje. To uczucie towarzyszyło mi już od dobrych kilku minut, jednak dopiero teraz uderzyło z całą swoją mocą. Spojrzałam w górę, plecak był na swoim miejscu, spojrzałam na wolne siedzenie obok mnie, gdzie powinna znajdować się moja ulubiona listonoszka skórzana, ze wszystkimi dokumentami i najważniejszymi drobnostkami. Nie było jej tam.

W panice wybiegłam z przedziału i odlazłam konduktora. Ani on, ani nikt z pasażerów nie widzieli mojej torebki. Przeszukałam każdy kąt pociągu, toalety i wagon jadalniany. Wsiąkła. A wraz z nią moje marzenie o ucieczce z domu. Załamana wróciłam następnego dnia nad ranem. Listonoszka skórzana wisiała na klamce mieszkania i śmiała się ze mnie. W oddali słyszałam śmiech konduktora. Niewiele myśląc odwróciłam się na pięcie i postanowiłam ponownie stawić czoło nieznanym górom i ich ośnieżonym szczytom. Przygoda była na wyciągnięcie ręki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *